1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

TAZ: Opiekując się niemiecką staruszką ryzykowała życiem

Barbara Coellen24 lutego 2015

Berlińska „Tageszeitung” opisuje historię Polki, która pracowała jako opiekunka osoby starszej z zakażeniem groźnym dla życia innych osób. Przed rozpoczęciem pracy nie poinformowano jej o tym.

https://p.dw.com/p/1Egbu
Knöchrige Hände Gicht
Zdjęcie: imago/Bild13

„Tageszeitung” poświęca obszerny artykuł zagrożeniom zdrowotnym przy pracy opiekunek osób starszych. Pod tytułem „Trudna sytuacja dla opiekunek. Ryzyko zakażenia”, dziennik opisuje historię 57-letniej Gabrieli R., która przejęła opiekę w Niemczech nad starszą kobietą z zaraźliwą infekcją jelitową. Nikt nie powiedział opiekunce o dolegliwościach podopiecznej. Kiedy domagała się zbadania jej samej, żeby upewnić się, że nie została zarażona, zwolniono ją z pracy.

Gabriela R. chce dochodzić swoich praw. Nie chce dobrowolnie zrezygnować z wynagrodzenia. Miała podpisaną umowę o pracę w miejscowości Buchholz do 5 marca 2015. Polka od 8 lat jeździ do pracy z Katowic na północ Niemiec; gotuje, sprząta i opiekuje się starszymi osobami. Najczęściej są one niedołężne, wymagają szczególnej opieki, jak zmiana pieluch czy podawanie lekarstw.

Gabriela R. musiała przerwać opiekę nad sędziwą Marią O. w Buchholz i ustąpić miejsca innej opiekunce. Przyjechała tam 9 stycznia na zlecenie polskiej agencji „Felizajob” w Słupsku, która współpracuje z jedną z berlińskich agencji. Zlecenie otrzymała telefonicznie, instrukcje dotyczące pracy na piśmie. Gabriela R. opowiada, że nie było tam wzmianki, że pacjentka ma bardzo zaraźliwą infekcję jelitową.

Jej podopieczna Maria O., zwolniona ze szpitala po operacji biodra była osłabiona. Ale jej stan się nie poprawiał, opowiada Polka. Córka podopiecznej twierdziła, że matkę osłabiają przyjmowane antybiotyki. Polka nie dawała za wygraną, gdyż jej podopieczna miała nieustannie biegunkę. Wezwany wreszcie lekarz stwierdził, że seniorka musi mieć profesjonalną opiekę pielęgniarską. Kiedy Gabrieli R. dano maskę ochronną, środki dezynfekcyjne i ubranie ochronne, dowiedziała się, że za infekcję jelit odpowiedzialny jest szczep bakterii Clostridium, zrozumiała, że dolegliwości jej podopiecznej są zagrożeniem nie tylko dla jej zdrowia, ale i życia. Potwierdziła to osoba z placówki świadczącej usługi pielęgniarskie.

Kiedy Gabriela R. poprosiła córkę swojej podopiecznej o badanie laboratoryjne dla siebie, żeby upewnić się, czy się nie zaraziła, pogorszyły się jej relacje z pracodawcą. Polka opowiada, że powiedziano jej, iż może zrezygnować z pracy, następnie grożono skargą w agencji, która pośredniczyła w jej zatrudnieniu, aż w końcu kazano jej się wynosić, argumentując, że zatrudniono nową kobietę.

Pracownica poradni Faire Mobilität zrzeszenia związków zawodowych DGB Sylwia Timm mówi, że przypadek Gabrieli R. nie jest odosobniony. Na prośbę dziennika TAZ o ustosunkowanie się do sprawy Gabrieli R. agencja pośrednictwa wzbraniała się przed pisemnym potwierdzeniem, że powodem zerwania stosunku pracy było zagrożenie zarażeniem.

Gabriele R. nie tylko musi się liczyć z tym, że nie dostanie przysługującego jej do 5 marca wynagrodzenia, ale może zostać ukarana za zerwanie umowy, opowiada Polka w rozmowie z „Tageszeitung”. Jej pracodawca w Buchholz Susanne M. wsadziła ją bowiem sama do autobusu jadącego z Hamburga do Katowic.

Dla niemieckiej rodziny sprawa jest zakończona. Gabriela R. ma nadzieję na pomoc Sylwi Timm ze związków zawodowych, która ocenia, że polska opiekunka ma szansę wygrać sprawę przeciwko rodzinie z Buchholz przed sądem pracy. Tymczasem następna opiekunka z polski, Ewa K. została zatrudniona po Gabrieli R. u matki Susanne M. – jej też nie poinformowano o ryzyku infekcji jelit, na jaką cierpi jej podopieczna.

Opr. Barbara Cöllen