1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polska i Niemcy

Niemiecka wieś blisko, ale trochę inny świat

Niemieckie wioski i miasteczka wzdłuż granicy z Polską są coraz popularniejsze wśród młodych Polaków. W międzyczasie zamieszkało tam na stałe ponad 4 tys. Polaków. Dzięki temu wiele wiosek przeżywa renesans.

Familie Popiela in Rosow 
Deutsch-polnische Grenzregion. 
Datum: 20.10.2013 
Ort: Rosow / Krugsdorf 
Foto: DW/Rosalia Romaniec

Rodzina Popielów

Niemiecka wieś

Wioska Rosow leży dwa kilometry od granicy, niecałe pół godziny drogi od Szczecina. Ładna, zadbana, trochę zaspana, ma dwie aleje na krzyż, kościół i kilkusetletni drzewostan. Przed kościołem wisi tablica przypominająca o losie wypędzonych - niemieckich i polskich, bo wójt Karl Lau uważa, że na historię trzeba patrzeć zawsze z dwóch stron.

Denkmal fuer deutsche und polnische Vertriebene in Rosow. 
Deutsch-polnische Grenzregion. 
Datum: 20.10.2013 
Ort: Rosow / Krugsdorf 
Foto: DW/Rosalia Romaniec

Pomnik dla polskich i niemieckich wypędzonych w Rosow

- W naszej wiosce osiedliło się po wojnie wiele rodzin wysiedlonych z Pomorza, które trafiły tu w drodze na zachód. Nasza wioska była pierwszą po niemieckiej stronie, mówi Lau. Jego przodkowie osiedlili się w Rosow już w XVIII wieku, ich potomkowie żyją tam do dziś. W latach 90-tych wioska przeżyła jednak exodus mieszkańców, którzy w poszukiwaniu pracy udali się na zachód. Mało kto wrócił. Wieś zaczęła się starzeć, zamknięto przedszkole, coraz rzadziej remontowano domy, zapanowała cisza i letarg. Aż kilka lat temu wioskę odkryli Polacy.

Poszukiwany dom

Pierwsi zawitali do Rosow zaraz po wejściu Polski do UE. Kupili opuszczone domy i zaczęli je remontować, potem ściągnęli następnych. - Na początku Niemcy się obawiali, jak będzie, mówi Karl Lau. - Ale szybko się okazało, że ci, którzy się tutaj osiedlają, różnią się od tych, którzy szukali tanich mieszkań i pracy po zachodniej stronie dziesięć lat temu. Wtedy przybysze z Polski polaryzowali, dzisiaj się patrzy, co to za ludzie. - Problemem są kradzieże sprzętu, to bardzo psuje atmosferę, ale dziś wszyscy wiedzą, że to bandy ze wschodu, a nie nasi Polacy, mówi wójt. Dziś, co trzeci mieszkaniec Rosow jest Polakiem. Większość to młodzi, wykształceni, z dobrą pracą lub własną firmą w Polsce. Na niemieckiej wsi szukają spokojnego życia. Karl Lau każdego nowego osobiście oprowadza po wiosce i przedstawia sąsiadom.

Bürgermeister von Rosow Karl Lau. 
Deutsch-polnische Grenzregion. 
Datum: 20.10.2013 
Ort: Rosow / Krugsdorf 
Foto: DW/Rosalia Romaniec

Karl Lau, wójt wioski Rosow - co trzeci mieszkaniec to Polak

Gdy w wiosce zamieszkał makler nieruchomości Radek Popiela, wójt bardzo się ucieszył. - Pomyślałem, że takich przedsiębiorczych z dziećmi tutaj potrzeba, a jako makler zadba o to, kto się tu osiedla, mówi Lau. Popiela jeszcze sześć lat temu mieszkał w Szczecinie. Kiedy urodziło się drugie dziecko, w domu zrobiło się ciasno. - Chcieliśmy zamienić mieszkanie na większe, ale ceny poszły w górę i wtedy żona zaproponowała rozejrzeć się po niemieckiej stronie, mówi Popiela. Dwupokojowe mieszkanie w Szczecinie kosztuje ok. 80 tys. euro, w niemieckiej wiosce można za tyle kupić domek z ogrodem i świeżym powietrzem. Kiedy kupili dom do remontu, codziennie podjeżdżały samochody. Niemcy i Polacy pytali, czy znamy kogoś, kto też chciałby kupić lub sprzedać dom. - I tak zostałem maklerem nieruchomości, mówi młody Polak.

Inny świat

Jadąc samochodem przez wioski wzdłuż polsko-niemieckiej granicy wszędzie widać polskie napisy i polskie tablice rejestracyjne. Im dalej na zachód, tym mniej polskich osadników. W regionie mówią śmiejąc się: "Mieszkamy tu w trójkącie bermudzkim". Niemiecki region na zachód od Szczecina to najmniej zaludniona okolica Niemiec, ale z najwyższym, 20-procentowym bezrobociem. Prawie nie ma tam pracy, ale czasem Polacy znajdują zajęcie w Pasewalku, Prenzlau i okolicy. Zwykle robią to, czego Niemcy robić nie chcą.

Schloss Krugsdorf 
Deutsch-polnische Grenzregion. 
Datum: 20.10.2013 
Ort: Rosow / Krugsdorf 
Foto: DW/Rosalia Romaniec

Na Zamku Krugsdorf pracują i goszczą Polacy

Takim przykładem jest zamek Krugsdorf, 25 km od granicy. Dwa lata temu zamek przejął nowy inwestor, po tym jak poprzedni zbankrutował. Niemieckie małżeństwo z Bawarii wyremontowało obiekt, otworzyło hotel, restaurację i klub golfowy. W okolicy przecierali oczy, stukali się w głowę, patrzyli, jak na obcych. I nadal tak patrzą. - W wiosce brakuje zwykłego baru, więc co nam po takim "ekskluziwie", mówi starszy mieszkaniec kręcąc głową i dodaje, że wioska nie chodzi tam na kawę, bo za drogo i nieswojo. - Można się poczuć nieswojo w towarzystwie takich bogaczy, dodaje.

Polacy willkommen!

Na zamku próbowano to zmienić, proponowano wieczory literackie, zapraszano na dni otwartei. Ale mało kto się pojawiał. Także rąk do pracy brakuje, choć bezrobocie wielkie. - Kiedy ktoś się zatrudnia, pracuje parę miesięcy i zaczyna chorować, potem tylko czeka, aż go zwolnimy, mówi inwestor Detlef Deutschlaender. Dużo lepsze doświadczenia ma z polskim personelem. - Na nich mogę polegać, mówi wprost.

Die Teilnehmer spielten auf einem 18 Loch Golfplatz in Ketzin bei Berlin. Deutsch-polnisches Golfturnier in Potsdam 3.
Ich habe die Bilder selbst gemacht und stelle sie der DW zur Verfügung. Es geht um ein Golfturnier, das gestern (29.5.2010)in Potsdam stattgefunden hat.
Rosalia Romaniec

Zachodniopomorska prominencja chętnie gra w golfa po niemieckiej stronie granicy

Głównym kelnerem w zamkowej restauracji jest Marek Godek - ojciec dwójki dzieci, codziennie dojeżdżający do pracy ze Szczecina, gdzie ma dom za duży kredyt. - Kelner to mój wymarzony zawód, mówi Godek - Ale w Szczecinie zarobię dużo mniej, pomimo, że jak na tutejsze warunki też nie zarabiam wiele, mówi.

Właściciel zamku cieszy się z polskich pracowników nie tylko ze względu na koszty pracy, ale i znajomość języka. Bowiem także wśród gości jest coraz więcej Polaków. - Kiedy zaczynaliśmy, rozejrzałem się w polskich klubach golfowych i stwierdziłem, że możemy zaoferować konkurencyjne warunki, mówi Deutschlaender, który odebrał już zachodniopomorskim klubom niejednego członka. - Co trzeci golfista w moim klubie jest Polakiem, mówi dumnie i wymienia: - Biznesmeni, lekarze, adwokaci, bankowcy, cała zachodniopomorska prominencja. U nas mają duże pole i pełną anonimowość, wyjaśnia Deutschlaender. Szczecin jest dla niego i innych przedsiębiorców ważnym ośrodkiem. - Stamtąd wieje świeży wiatr, tam są klienci i dynamika, której tutaj nie ma, mówi biznesmen z Krugsdorf.

Rosow Strassenbild 
Deutsch-polnische Grenzregion. 
Datum: 20.10.2013 
Ort: Rosow / Krugsdorf 
Foto: DW/Rosalia Romaniec

Dom polskiej rodziny w Rosow

Powrót dzieci

W międzyczasie żyje w niemieckich wioskach i miasteczkach blisko Szczecina ponad 4 tys. Polaków. - Zainteresowanie przeprowadzkami nie słabnie. 90 procent klientów maklera nieruchomości Radka Popieli to Polacy, szukający niemieckich domów. Kiedy się pojawiają, zakładają kółka sportowe, muzyczne i języka polskiego dla najmłodszych. Nierzadko sąsiedzi zapisują do nich także niemieckie dzieci. Na wsiach odradzają się przedszkola. - Jedna z mieszkanek otworzyła w Rosow mini-żłobek, w sąsiedztwie gmina otwiera przedszkole, mówi wójt Karl Lau.

Radek Popiela - MP3-Mono

Radek Popiela spytany, o czym jeszcze marzy, odpowiada, że "czasem o szybszym tempie". - Dla kogoś, kto żył w Szczecinie jest nowością, że urząd otwiera trzy razy w tygodni, a w południe ma sjestę, mówi Popiela. - Poza tym wszędzie trzeba się wcześniej umawiać - w banku i w urzędzie. Nie mówiąc już o tym, że nikt na prowincji nie odpowiada na maila, bo tam wciąż jeszcze komunikacja opiera się na faksie i telefonie, przyznaje Polak. - Wtedy bliskość Szczecina jest zbawienna.

Róża Romaniec, Berlin

red. odp.: Iwona D. Metzner

Audio i wideo na ten temat