Nie krył zadowolenia z wizyty w Polsce minister gospodarki Niemiec, Rainer Brüderle. Nie dość, że współpraca układa się świetnie, to wreszcie poznał osobiście wicepremiera Waldemara Pawlaka. - Znakomity partner. No i
Rainer Brüderle (z pr.) na konferencji prasowej z Waldemarem Pawlakiem w Warszawie (2.09.2010)
Obaj ministrowie wydali wspólne oświadczenie, z którego wynikałoby, że w stosunkach dwustronnych - w obszarze ekonomii – nie ma kwestii kontrowersyjnych. A Nordstream – pytają dziennikarze - ta przeszkoda na morskiej drodze do Świnoujścia? Brüderle: o tym nie rozmawialiśmy. Pawlak: rura będzie tam wkopana. Ustaliliśmy to dwustronnie już wcześniej. - A niemieckie uwagi (ochrona środowiska) do gazoportu w Świnoujściu? Pawlak: to nie problem, wyjaśnimy wszystko. Brüderle: znajdziemy najrozsądniejsze rozwiązanie dla tej sprawy.
Rura pod dnem
Przebieg konferencji prasowej skłaniał do konstatacji, iż prawdziwy konflikt może dziś wywołać tylko umowa o dostawie gazu rosyjskiego do Polski aż do roku 2037. Dziennikarz I programu TVP zarzucił Pawlakowi sabotaż polityki dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych. Jednakże nie znalazł wsparcia u niemieckiego ministra. Brüderle stwierdził, że rozmowy koncentrowały się wokół wspólnej polityki energetycznej i – jak to określił – pluralizmu źródeł, ale w projekcie rzeczonej umowy nie dostrzegł zagrożenia dla tej zasady. Pawlak odparł pytającemu tak: - młody człowieku, w tym projekcie nie ma nic uzależniającego. Rola gazu w polskiej energetyce jest znikoma. Cały importowany gaz stanowi mniej niż 8% energii pierwotnej. Następnie wicepremier odniósł się do stanowiska krytyków kupowania czegokolwiek w Rosji, i - ku wyraźnej radości Brüderlego – powiedział do dziennikarza: - sugeruję zrezygnować z gazu. Zachęcam natomiast do korzystania z elektryczności, kuchenki elektrycznej, pompy ciepła…
Już Niewodniczański radził
Ale dlaczego, w przeciwieństwie do ofensywy firm amerykańskich i południowo-koreańskich, koncerny niemieckie nie wykazują zainteresowania polskimi planami budowy elektrownia atomowej? Brüderle wyjaśnił, że przyczyną jest delikatna sytuacja w Republice Federalnej. Otóż, rząd socjaldemokratów i zielonych zdecydował w swoim czasie o rezygnacji z energii jądrowej i stopniowym wygaszaniu siłowni nuklearnych. Koalicja chadeków i liberałów pragnie natomiast prolongować okres ich funkcjonowania. Za takim rozwiązaniem opowiadał się, zmarły w tym roku, przyjaciel ministra, wybitny fizyk atomowy, dr Tomasz Niewodniczański. Mieszkał w rodzinnym landzie ministra, w Palatynacie Reńskim, ożeniony z współwłaścicielką browaru Bitburger. Rozmawiali często, choć niekoniecznie przy piwie.
W myśl przedstawionej przez Brüderlego koncepcji, przedłużenie okresu pracy elektrowni jądrowych pozwoli na oszczędności, one zaś zostaną wykorzystane na prace badawczo – rozwojowe nad odnawialnymi źródłami energii. Niemniej sprawa ta wywołuje wielkie emocje i dlatego koncerny niemieckie zachowują się tak powściągliwie w kwestii oferowania swych usług u sąsiadów. Brüderle zauważył, że dyskusje w Polsce wolne są od obciążeń jak w Niemczech, co dobrze rokuje na przyszłość. – „Zobaczymy, jak to się rozwinie” – skomentował Pawlak - „My jesteśmy dopiero na początku drogi”.
Czekając na 1 maja
Obaj ministrowie oczekują z nadzieją na konsekwencje otwarcia niemieckiego rynku pracy dla Polaków. Nastąpi to 1 maja 2011 roku. Pawlak spodziewa się silnego impulsu dla inwestycji polskich w RFN. Dotychczas najbardziej dały znać o sobie w branży informatycznej, metalowej oraz w handlu paliwami. Brüderle liczy na pojawienie się wysoko wykwalifikowanych kandydatów do pracy w innowacyjnych gałęziach gospodarki.
Czy należy oczekiwać szturmu chętnych do pracy po zachodniej stronie Odry? Analizy wskazują, że bardzo wielu Polaków znalazło zatrudnienie w Wielkiej Brytanii a także w Irlandii i innych państwach, które znacznie wcześniej otworzyły rynki pracy. A niemieckie urzędy i tak wydają co roku setki tysięcy zezwoleń na pracę dla przybyszów za Odry.
Michał Jaranowski, DW, Warszawa
red. odp. Bartosz Dudek