1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Komentarze prasy niemieckiej, piątek 30 lipca 2010

Dzisiejsze gazety komentują sytuację na rynku pracy i rosnące naciski na burmistrza Duisburga, obwinianego o zaniedbania, które doprowadziły do tragedii podczas Parady Miłości przed tygodniem

Pomyślne dane o sytuacji na rynku pracy to tylko jedna strona medalu, twierdzi komentator Nürnberger Nachrichten:

"Eksperci Federalnej Agencji Pracy z siedzibą w Norymberdze słusznie stale zwracają uwagę na drugą, ciemną stronę medalu obecnego ożywienia gospodarczego. Przyglądając się uważniej danym o liczbie bezrobotnych dostrzec można bowiem bez trudu, że jakość rynku pracy uległa w sumie pogorszeniu. Tylko niewiele tworzonych w tej chwili stanowisk, obsadzonych pracownikami zatrudnionymi w niepełnym wymiarze godzin, daje im szansą uzyskania pracy na pełnym etacie, a jej liczba stale spada. Nasila się za to trend do zatrudniania pracowników w sektorze niskopłacowym i pracy w oparciu o umowę zlecenie. Wszystko to prowadzi do wzrostu niepewności o przyszłość i powiększa lukę na rynku pracy pomiędzy wysokowykwalifikowanymi i doskonale zarabiającymi specjalistami i resztą, którą można w każdej chwili zastąpić innymi, pracującymi w oparciu o niskie stawki. Ten trend prowadzi do nowych podziałów w społeczeństwie i usprawiedliwia opinię, że obecny boom niesie w sobie tyle samo zagrożeń, co szans na zmiany na lepsze".

Tego samego zdania jest Reutlinger General-Anzeiger:

"Nikt nie zaprzeczy, że państwowy program ożywienia koniunktury okazał się słusznym posunięciem. Praca w niepełnym wymiarze godzin, obecnie zresztą usilnie redukowana, pozwoliła przedsiębiorstwom utrzymać stałą załogę, a wzrost popytu wspiera przyspieszenie w gospodarce. (...) Z drugiej strony jednak mamy w tej chwili do czynienia z coraz silniejszymi rozdźwiękami i podziałami na rynku pracy. Gwałtownie rośnie liczba stanowisk w sektorze niskopłacowym. Praca okresowa, praca na umowę zlecenie i leasing pracowniczy systematycznie zyskują na znaczeniu i uniemożliwiają ludziom, w ten sposób zatrudnionym, wejść do, kurczącej się zresztą, klasy średniej. Tymczasem to właśnie ona w minionych dziesięcioleciach zapewniła Niemcom ich silną pozycję w Europie i na świecie".

Frankfurter Allgemeine Zeitung wypowiada się bardziej optymistycznie:

"Wzmacnia się popyt wśród konsumentów i ochota do inwestycji w przedsiębiorstwach. Wypełniają się księgi zamównień w firmach pracujących na eksport. Liczba bezrobotnych zbliża się do granicy trzech milionów (...), a ponieważ w Niemczech (lepiej niż gdzie indziej) udało się złagodzić skutki kryzysu finansowego poprzez działania stymulujące wzrost na rynku pracy, minister finansów już kilka miesięcy temu mógł zredukować pułap nowego zadłużenia. Wszystko to stanowi, na razie, raczej oznaki wiary w pomyślny rozwój wypadków niż jest dowodem dobrej polityki rządu, ale rząd też wyciągnie korzyść z wzrostu optymizmu w społeczeństwie. Tak samo, jak w złych czasach rząd płaci za błędy, za które nie ponosi odpowiedzialności".

Nie ma winnych?

Dzisiejsza prasa coraz ostrzej krytykuje postawę burmistrza Duisburga, który nie chce uznać swej odpowiedzialności za złe przygotowanie ubiegłotygodniowej Parady Miłości, zakończonej tragedią. Jak zauważa Aachener Zeitung:

"To naprawdę nikczemne, żałosne i podłe. Ten człowiek spycha winę za to, co się stało, na swych podwładnych. On sam - jak mówi - nie miał osobiście nic wspólnego z praktycznym przygotowaniem tej imprezy. Cóż za przełożony! Gdyby Parada Milości okazała się sukcesem organizacyjnym i finansowym, ten prowincjonalny wujaszek ściągnąłby na siebie obiektywy wszystkich kamer i aparatów fotograficznych w całym kraju, pozując przed nimi z typową dla siebie manierą, będącą mieszaniną pyszałkowatości, zarozumialstwa, arogancji i kompleksu wyższości. Nie. Tu wcale nie chodzi o to, kto złożył podpis pod zezwoleniem na zorganizowanie Love Parade ani o odpowiedzialność za zaistniały wypadek w sensie prawnym. Chodzi o to, co i jak mówi i jak się zachowuje burmistrz Adolf Sauerland i o zwykłą, ludzką godność i przyzwoitość, której mu najwyraźniej - jako politykowi - brakuje".

Nieco inaczej widzi to Berliner Zeitung:

"To jasne, że Sauerland musi odejść. Jako burmistrz Duisburga był przecież odpowiedzialny za imprezę, podczas której 21 osób straciło życie. To wręcz nie do pomyślenia, że ten chrześcijański demokrata miałby za parę dni otworzyć nowe przedszkole, lub wygłosić mdłe przemówienie w klubie strzeleckim. Z drugiej strony jest on tragiczną postacią dramatu pod tytułem Love Parade w reżyserii o wiele ważniejszych od niego polityków z całego Zagłębia Ruhry. To oni, oraz słynące z lokalnego hurrapatriotyzmu gazety grupy wydawniczej WAZ, domagały się bezustannie ściągnięcia Parady Miłości do Duisburga. Teraz jedni i drudzy zarzucają Sauerlandowi gigantomanię, choć wcześniej sami go do niej nakłaniali. (...) Nawet jeśli w sensie prawnym winnym zaistniałej tragedii jest tylko jedna, konkretna osoba, to właściwymi autorami tego dramatu było dużo więcej ludzi".

Andrzej Pawlak

Red. odp.: Iwona Metzner

Więcej z tej kategorii