1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemieccy budowlańcy czekają na kryzys

Najnowsze dane o sytuacji na rynku pracy napawają optymizmem: jest trochę lepiej niż rok temu, ale to nie odnosi się do wszystkich branż. Najwięcej powodów do obaw mają niemieccy budowlańcy.

Na razie firmy budowlane maję co robić. Ale co będzie dalej?

Liczba bezrobotnych w Niemczech wynosiła w lipcu niecałe trzy miliony dwieście tysięcy osób. Zdaniem szefa Federalnej Agencji Pracy, Franka-Jürgena Wiese, 7,6 proc. bezrobotnych to wynik, który świadczy o wychodzeniu niemieckiej gospodarki z kryzysu. Niestety, ożywienie nie dotyczy wszystkich branż.

Lato na budowie

Niemieccy budowlańcy przeżywają w tym roku gorące lato. Dosłownie i w przenośni. Iście tropikalne upały nie ułatwiają życia robotnikom na budowie. Mimo to, praca wrze. Dla firm budowlanych każde zlecenie jest na wagę złota. Wszyscy mają jeszcze na świeżo w pamięci fatalny, ubiegły roku, jeden z najgorszych w historii tej branży.

"Jeśli jest robota, to trzeba pracować. Szybko i dobrze, bo konkurencja nie śpi" - mówi Thomas Hußmann, właściciel niewielkiej firmy budowlanej z Bonn. W ubiegłym roku musiał zatrudniać ludzi w niepełnym wymiarze godzin. Później dała mu się we znaki długa i mroźna zima. Od wiosny jest lepiej, ale i tak w marcu musiał znowu zwolnić dwóch pracowników, mimo paru nowych zleceń. Kiepski, ubiegłoroczny sezon poważnie zachwiał kasą firmy. Hußmann nie miał po prostu dość pieniędzy na płace dla stałego personelu swego rodzinnego przedsiębiorstwa. Do tego dochodzą niesolidni klienci, bardzo niechętnie płacący w terminie wystawione rachunki. Taka sytuacja jest typowa dle większości małych i średnich firm w branży budowlanej.

Kryzys z poślizgiem

W tej chwili, na pozór, interesy idą całkiem nieźle. Jest sporo nowych zleceń i trzeba nadrabiać zimowe zaległości, ale to tylko sztuczne ożywienie. Jak mówi Ilona Klein, rzeczniczka Centralnego Związku Budownictwa Niemieckiego (ZDB), wiele zleceń na usługi budowlane pochodzi wprost z państwowego programu ożywienia koniunktury. Chodzi głównie o remonty dróg, szkół, dworców i budynków użyteczności publicznej. Kiedy państwowe pieniądze się wyczerpią, firmy nie będą miały co robić.

Budowa nowego portu lotniczego Schönefeld w Brandenburgii jest raczej wyjątkiem, niż regułą.

Zdaniem Klein może to nastąpić w przyszłym roku, bo tylko nieliczne projekty będą realizowane w 2011 roku, a sytuacja na rynku prywatnego budownictwa domków jednorodzinnych wciąż jest chwiejna i nie może być podstawą do długofalowego planowania działalności gospodarczej firm. Innymi słowy, kryzys gospodarczy uderzy w niemiecką branżę budowlaną z całą siłą najpóźniej w 2012 roku.

Zagrożenie zza miedzy

Przemysł budowlany zatrudnia w Niemczech około 700 000 osób. To duża armia ludzi, ale zagrożona licznymi niebezpieczeństwami, na które ma niewielki wpływ. Po pierwsze - pogoda. Praca na budowie była, jest i będzie pracą sezonową. Długa i mroźna zima zawsze wpływa na stan zatrudnienia.

Czy Polacy opanują rynek budowlany w Niemczech?

Po drugie, każdy kryzys gospodarczy natychmiast się na niej odbija, choć zawsze z opóźnieniem. W trudnych czasach mało kto ma odwagę przystąpić do budowy własnego domu. To samo odnosi się do inwestycji budowlanych na wielką skalę, takich jak autostrady, lotniska czy dworce kolejowe, które jako pierwsze padają ofiarą cięć budżetowych.

I wreszcie, po trzecie, niemiecka branża budowlana nie tkwi w próżni, tylko musi liczyć się z tańszą konkurencją zza granicy. Nie chodzi tu bynajmniej o pracę na czarno na budowach, o czym lubią pisać tabloidy. Prawdziwe zagrożenie przychodzi ze strony wiejskich firm budowlanych, które biorą każde zlecenie na usługi w miastach, przebijając miejską konkurencję niskimi cenami robocizny. Tak jest nie tylko w Niemczech, ale także innych krajach UE i ta tendencja się nasila.

Poza tym niemieccy budowlańcy z drżeniem serca czekają na otwarcie niemieckiego rynku budowlanego w przyszłym roku dla robotników z Polski. O "polskim zagrożeniu" mówi się w Niemczech stale. To dyżurny temat mass-mediów. Do tej pory obawy przed zalaniem rynku w Niemczech przez przedsiębiorczych sąsiadów zza Odry i Nysy się nie sprawdziły, ale tym razem może być inaczej.

Polska musi wreszcie przystąpić na serio do budowy autostrad. Własnymi siłami idzie to nad wyraz opornie, ale z pomocą mają przyjść tani Chińczycy. A wtedy Polacy zaczną szukać pracy na budowach u sąsiadów. Owszem, w niemieckiej branży budowlanej obowiązuje płaca minimalna i Niemcy nie muszą obawiać się, że Polacy zabiorą im robotę, bo będą pracować za pół darmo. Ale polska konkurencja na pewno wywrze wpływ na rozmowy w sprawie umów zbiorowych o pracę i da o sobie znać jako czynnik dodatkowego nacisku ze strony pracodawców.

Monika Lohmüller / Andrzej Pawlak

red. odp.: Marcin Antosiewicz

Więcej z tej kategorii