1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Komentarze prasy niemieckiej, środa 28 lipca 2010

Dzisiejsze gazety powracają do tragicznego wypadku na Love Parade w Duisburgu, komentując go z szerszej perspektywy i analizują opublikowanie w internecie tajnych dokumentów o wojnie w Afganistanie.

Boński General-Anzeiger podkreśla, że:

"Duisburg nie ma żadnych doświadczeń w organizowaniu wielkich, masowych imprez. Oddany na jej potrzeby teren był za mały, a jedyne wejście i wyjście trasę Love Parade, wiodące przez tunel, należy ocenić jako kardynalny błąd, nie mówiąc o tym, że zezwolenie na zorganizowanie Parady Miłości wydano na krótko przed jej rozpoczęciem. Jednym słowem: same błędy, które nigdy nie zdarzyłyby się władzom miast wyspecjalizowanych w podobnych wydarzeniach, ani w pełni profesjonalnym organizatorom. Teraz zaś, kiedy już doszło do tej tragedii, wszelkie próby manipulowania liczbą uczestników Parady, oraz spychanie odpowiedzialności za nią na miejscowe siły policyjne stanowi przejrzysty, tani i haniebny w swej wymowie manewr, mający na celu zamydlić nam oczy i rozwodnić odpowiedzialność winnych tego, co się stało. Jeśli słowo odpowiedzialność cokolwiek jeszcze znaczy, to nadburmistrz Duisburga musi podać się do dymisji".

Komentator Mindener Tagblatt zauważa, że:

"Za główny powód szczegółowego śledztwa w sprawie przyczyn tej tragedii, podaje się ustalenie winnych i zapobieganie podobnym wypadkom w przyszłości. To ostatnie należy jednak uznać za iluzję. Masowe imprezy, takie jak Love Parade, a także inne, na znacznie mniejszą skalę, zawsze kryją w sobie pewne ryzyko, którego do końca wykluczyć się nie da, nawet przy skrajnie drobiazgowych przygotowaniach. Warto aby ci, którzy się na nie wybierają, zdawali sobie z tego sprawę".

Kropkę nad i w sprawie tego wypadku stawia monachijska Süddeutsche Zeitung:

"Po katastrofie w Duisburgu mamy do czynienia z kolejną katastrofą w postaci prób wymigania się od odpowiedzialności za nią i uspokojenia wzburzonych nastrojów. Nikt nie wymaga od winnych tej tragedii aby publicznie bili się na klęczkach w piersi i kajali, ale powinni mieć przynajmniej tyle godności, aby milczeć i zostawić zbadanie wszystkich okoliczności tej tragedii instytucjom do tego powołanym, to jest policji i wymiarowi sprawiedliwości. (...) To jednak nie zwalnia ich od przejęcia za nią odpowiedzialności politycznej, bo ta jest sprawą niezależną od winy i kary w sensie prawnym".

Tajne akta w internecie

Wychodzący w Münster dziennik Westfälische Nachrichten zastanawia się nad skutkami opublikowania w internecie tajnych, amerykańskich dokumentów wojskowych, ukazujących mniej znane oblicze wojny w Afganistanie. Zdaniem komentatora gazety:

"Wikipedyści ujawnili światu dokumenty, które są prawdziwym dynamitem politycznym: zawierają one doniesienia o skrzętnie ukrywanych niepowodzeniach militarnych i prawdziwych nastrojach wśród żołnierzy, którzy nie wierzą w sens operacji, w których przyszło im uczestniczyć. (...) Prezydentowi Obamie będzie teraz coraz trudniej prowadzić niepopularną wojnę w Afganistanie wbrew woli amerykańskiego społeczeństwa. Pikantne szczegóły, dotyczące operacji jednostki zawodowych zabójców z jednostki Task Force 373, czy równie sensacyjne informacje o kontaktach pakistańskich tajnych służb z talibami dowodzą, że pod względem wojskowym wojna w Afganistanie jest już dawno przegrana".

A jak się mają te rewelacje do udziału niemieckich żołnierzy w wojnie? Jak zauważa Berliner Zeitung:

"Nasze wojsko ma prawdziwy i pozbawiony złudzeń obraz sytuacji w Afganistanie, bo ma z nią kontakt na co dzień. (...) Kto w Masr-i-Scharif mieszka w kontenerach czy namiotach razem z żołnierzami US-Army, ten wie, w tej bazie stacjonują cztery helikoptery służące komandosom do operacji specjalnych. Opublikowane w internecie dokumenty mogłyby stać się źródłem problemów dla Bundeswehry wtedy, gdyby znalazły się w nich informacje stanowiące dowód na to, że niemieccy żołnierze też uczestniczą w tajnych i niezgodnych z prawem działaniach, ale na razie nikt w Ministerstwie Obrony się z tym na serio nie liczy".

Red. odp.: Magdalena Dercz

Więcej z tej kategorii