Odnaleziony napis z Auschwitz, comeback polskiej lewicy i alkoholowy rajd po Polsce to tematy odnotowane przez niemiecką prasę.
"Polska odetchnęła z ulgą" - pisze Konrad Schuller we Frankfurter Allgemeine Zeitung.
„Ulgę wywołało nie tylko znalezienie napisu znad bramy obozu Auschwitz, ale też i fakt, że sprawcami tego czynu - czego się obawiano - nie byli jacyś skrajni prawicowcy, lecz zwykli złodzieje, którzy działali - jak twierdzi policja - z żądzy zysku. (...)
Kradzież tego symboli Auschwitz w Polsce wywołała tak duże oburzenie także dlatego, że poważna część polskiej opinii publicznej obawia się, iż Polska mogłaby w oczach świata jawić się jako kolaborator czy sympatyk holocaustu. Obawy te mają kilka przyczyn. Po pierwsze niemieckie obozy zagłady Auschwitz, Sobibor, Treblinka i inne leżały na terytorium obecnej Polski i Polacy boją się, że obcokrajowcy odwiedzający teraz Polskę mogliby wysnuć z tego błędny wniosek, iż to nie Niemcy, lecz Polacy byli tam oprawcami. Z tego względu polski MSZ interweniuje na całym świecie, domagając się sprostowań, kiedy mowa jest o "polskich obozach zagłady", co zdarza się wciąż także i w niemieckich mediach.
Obawy Polaków o to, że można by identyfikować ich ze zbrodniami hitlerowców biorą się także stąd, że niektórzy z nich podczas ostatniej wojny i w powojennych dziesięcioleciach faktycznie donosili na Żydów prześladowali ich, czy mordowali Zdarzały się donosy do hitlerowskich władz okupacyjnych na ludzi, którzy ukrywali Żydów, a w niektórych przypadkach także polska ludność bezpośrednio brała udział w krwawych pogromach. Z drugiej strony Polacy- częściej niż miało to miejsce u innych nacji - ukrywali Żydów z narażeniem własnego życia. Przedstawiciele żadnego innego narodu nie są tak często wymieniani na liście "Sprawiedliwych wśród narodów świata" w Instytucie Jad Waszem, co Polacy.
Szybkie schwytanie sprawców kradzieży napisu stłumiło odrodzenie stereotypu Polaka-antysemity. Minister kultury Zdrojewski wskazał z dumą na to, że schwytanie złodziei było możliwe dzięki 500 wskazówkom, jakie nadeszły od ludzi. Wiele polskich mediów przytaczało słowa byłego ambasadora Izraela w Polsce, Szewacha Weissa, który stwierdził po akcji policji sprawa ta stała się "egzaminem dla stosunków polsko-izraelskich". „Egzamin ten zdały obydwie nacje, ponieważ w tak dramatycznej sytuacji przyjęły solidarną postawę: Wy jako naród, my jako naród, Wy jako państwo, my jako państwo, Wy jako ludzie, my jako ludzie."
Także dzisiejsze wydanie berlińskiego dziennika Tageszeitung zamieszcza relację Gabrieli Lesser, która opisuje reakcje w Polsce po kradzieży, okoliczności odnalezienia napisu, i reakcje za granicą.
Post-komuniści wiecznie żywi
W Sueddeutsche Zeitung Thomas Urban w artykule " Stara gwardia próbuje jeszcze raz" opisuje sytuację polskiego obozu post-komunistów, który właśnie nominował Jerzego Szmajdzińskiego jako kandydata w wyborach prezydenckich w 2010 roku. Urban postrzega to jako "próbę wyjścia z politycznego dołka". Warszawski korespondent twierdzi także, że na kongresie SLD w ubiegły weekend odbyło się także "publiczne pojednanie niegdyś śmiertelnie skłóconej czołówki: Kwaśniewskiego, Millera i Oleksego" i opisuje szczegółowo perturbacje ostatnich lat w tym politycznym ugrupowaniu.
Rajd na cyku
Berlińska Tageszeitung przynosi dziś także artykuł niego lżejszego kalibru. Pod tytułem "Płynnie po polsku“ Helmut Hoege ujął swoje przeżycia z podróży po Polsce szlakiem gorzelni, wytwórni win i browarów. Od Polmosu w Szczecinie, przez winogrodników w zielonogórskim, aż po browar "Lecha“ i wytwórnię "Luksusowej" w Poznaniu. Zabawny artykuł, pisany z animuszem wskazującym na spożycie....
Małgorzata Matzke
red.odp.: Jan Kowalski